wtorek, 26 lipca 2016

II.Wspomnienie Anioła

-Yyyy... - wpatrywałam się w nowo przybyłą postać ze zdumieniem. On też ma skrzydła! Czyżby był taki jak ja?
- Yyyy? - roześmiał się Andy.
- Andy to Sky, Sky to Andy. Obydwoje jesteście upadłymi aniołami, więc Sky nie musisz się już tak gapić na jego skrzydła. - zawstydzona opuściłam głowę, a chłopak podał mi rękę, którą lekko uścisnęłam.
- Od jak dawna tu jesteś? - zapytał.
- Hmm w sumie to nie wiem. - spojrzałam pytająco na Juliet.
- Chyyyba z 8 dni. Nie jestem pewna. Dopiero dziś odzyskała przytomność.
- 8 dni haha. Ja po upadku dochodziłem do siebie tylko 2. - znowu usłyszałam jego śmiech, był taki przyjemny.
- Dobra to gdzie teraz idziemy? - odezwał się Andy.
- Z tym oto ciężarem? - Coma wskazał podbródkiem na nieprzytomnego kolegę - Najpierw odstawmy go do domu.
- Zgadzam się, a po drodze coś ci kupimy. Nie będziesz chodziła w takich hmmm ubraniach. - powiedziała Juju. Chciałam zaprzeczyć ale coś w tonie jej głosu podpowiedziało mi, że lepiej się z nią nie spierać.

Droga do sklepu minęła bardzo szybko. Christian przysłuchiwał się rozmowie Andy'ego z Juliet. Ja woliłam zostać z tyłu. Nadal nie mogłam się nadziwić jakie to miasto dziwne.
W sklepie Juju kazała mi po przymierzać parę strojów, aż wreszcie zadecydowała, że weźmie zwykłą bordową bluzkę z długim rękawem i czarne spodnie oraz trampki.
- Nie wiem czyja to była kurtka, ale od teraz jest twoja. - powiedziała podczas płacenia. - A i widzę, że chłopacy podarowali ci jakże uroczy naszyjnik. To dobrze. Też taki mam.
- Dziękuje Juliet.
- Nie ma za co. Chodź w sumie teraz masz u mnie dług haha.
- Łaa jaka zmiana. - zagwizdał Coma.
- To dzięki Juju...- zarumieniłam się.

Dalszy powrót do domu minął jeszcze szybciej. Próbowałam zapamiętać drogę ale szliśmy dość szybkim marszem i jedyne co udało mi się spamiętać to dość osobliwy sklep z kapeluszami.

- Jinxx, Jake chodźcie pomóc. Ash znów się schlał. - krzyknął Andy kiedy weszliśmy do środka.
- Który to już raz w miesiącu. Siódmy, ósmy? A nawet połowa nie minęła. - Jake wychylił się znad lodówki.
- Nie ważne. Rusz dupę. - Coma podał pjanego kolegę Jinxxowi i westchnął z ulgą, siadając na kanapie.
- Cholera ten pijak robi się coraz cięższy. Pora przejść na dietę! - Jake kopnął leżącego już na kanapie Asha.
- Cooo sssiee dszieje? - Ashley podniósł głowę.
- Nic, nie ważne, idź spać - powiedział Andy.
- To co na miasto? - zapytała Juliet.
- Otworzyli niedaleko kolejny bar... Może tam? - pomyślał głośno Jinxx.
- No to na co czekamy? Chodźmy go ochrzcić! - postanowił Jake.

Patrząc na nich jak idą razem, czułam się trochę obco. Nadal nie rozumiałam dlaczego nadal się mnie nie pozbyli. Nie chcę być dla nich ciężarem.
Nagle przeszedł mnie ostry ból. Z szoku nie mogłam zaczerpnąć powietrza. Do mojej głowy zaczęły napływać wspomnienia.

Siedzę obok. One sobie rozmawiają jaki ten i ten jest super. Co tamta ma zrobić z tym kolesiem. Czuję się wyodrębniona, osamotniona. WYKLUCZONA. Miało być tak super, a one się zamknęły, we własnym gronie. Totalnie ignorują mnie... Dla nich mogłabym nie istnieć. Odruchowo sięgam do nadgarstka...

- Sky do cholery! - usłyszałam głośne PLASK, a mój policzek zapłonął.
- Auu - jęknęłam, wciąż jednak oszołomiona tym co się właśnie stało.
- Co to kurwa było? Miałam wrażenie, że zaczniesz nam tu umierać po raz drugi.
- Nie wiem... Chyba wspomnienie. - otworzyłam oczy i spostrzegłam, wpatrujące się we mnie, zmartwione oczy całej czwórki.
- Wspomnienie? Tak mocno? - Twarz Juliet przestała się wykrzywiać w grymasie złości. Pomogła mi wstać.
- Nie-e wiem pierwszy raz coś takiego miałam. - potarłam policzek.
- Ma to samo co ja, hmm ale ja nie miałem, aż takich napadów... - zamyślił się Andy.
- Jak się teraz czujesz? - zapytał Jake.
- Lepiej. - spojrzałam na nadgarstek jednak nic nie dostrzegłam. Uff nie przeszło TO razem ze mną.
- Dobra chodźmy już do tego baru. - powiedział Jinxx dziwnie na mnie patrząc.