-Yyyy... - wpatrywałam się w nowo przybyłą postać ze zdumieniem. On też ma skrzydła! Czyżby był taki jak ja?
- Yyyy? - roześmiał się Andy.
- Andy to Sky, Sky to Andy. Obydwoje jesteście upadłymi aniołami, więc Sky nie musisz się już tak gapić na jego skrzydła. - zawstydzona opuściłam głowę, a chłopak podał mi rękę, którą lekko uścisnęłam.
- Od jak dawna tu jesteś? - zapytał.
- Hmm w sumie to nie wiem. - spojrzałam pytająco na Juliet.
- Chyyyba z 8 dni. Nie jestem pewna. Dopiero dziś odzyskała przytomność.
- 8 dni haha. Ja po upadku dochodziłem do siebie tylko 2. - znowu usłyszałam jego śmiech, był taki przyjemny.
- Dobra to gdzie teraz idziemy? - odezwał się Andy.
- Z tym oto ciężarem? - Coma wskazał podbródkiem na nieprzytomnego kolegę - Najpierw odstawmy go do domu.
- Zgadzam się, a po drodze coś ci kupimy. Nie będziesz chodziła w takich hmmm ubraniach. - powiedziała Juju. Chciałam zaprzeczyć ale coś w tonie jej głosu podpowiedziało mi, że lepiej się z nią nie spierać.
Droga do sklepu minęła bardzo szybko. Christian przysłuchiwał się rozmowie Andy'ego z Juliet. Ja woliłam zostać z tyłu. Nadal nie mogłam się nadziwić jakie to miasto dziwne.
W sklepie Juju kazała mi po przymierzać parę strojów, aż wreszcie zadecydowała, że weźmie zwykłą bordową bluzkę z długim rękawem i czarne spodnie oraz trampki.
- Nie wiem czyja to była kurtka, ale od teraz jest twoja. - powiedziała podczas płacenia. - A i widzę, że chłopacy podarowali ci jakże uroczy naszyjnik. To dobrze. Też taki mam.
- Dziękuje Juliet.
- Nie ma za co. Chodź w sumie teraz masz u mnie dług haha.
- Łaa jaka zmiana. - zagwizdał Coma.
- To dzięki Juju...- zarumieniłam się.
Dalszy powrót do domu minął jeszcze szybciej. Próbowałam zapamiętać drogę ale szliśmy dość szybkim marszem i jedyne co udało mi się spamiętać to dość osobliwy sklep z kapeluszami.
- Jinxx, Jake chodźcie pomóc. Ash znów się schlał. - krzyknął Andy kiedy weszliśmy do środka.
- Który to już raz w miesiącu. Siódmy, ósmy? A nawet połowa nie minęła. - Jake wychylił się znad lodówki.
- Nie ważne. Rusz dupę. - Coma podał pjanego kolegę Jinxxowi i westchnął z ulgą, siadając na kanapie.
- Cholera ten pijak robi się coraz cięższy. Pora przejść na dietę! - Jake kopnął leżącego już na kanapie Asha.
- Cooo sssiee dszieje? - Ashley podniósł głowę.
- Nic, nie ważne, idź spać - powiedział Andy.
- To co na miasto? - zapytała Juliet.
- Otworzyli niedaleko kolejny bar... Może tam? - pomyślał głośno Jinxx.
- No to na co czekamy? Chodźmy go ochrzcić! - postanowił Jake.
Patrząc na nich jak idą razem, czułam się trochę obco. Nadal nie rozumiałam dlaczego nadal się mnie nie pozbyli. Nie chcę być dla nich ciężarem.
Nagle przeszedł mnie ostry ból. Z szoku nie mogłam zaczerpnąć powietrza. Do mojej głowy zaczęły napływać wspomnienia.
Siedzę obok. One sobie rozmawiają jaki ten i ten jest super. Co tamta ma zrobić z tym kolesiem. Czuję się wyodrębniona, osamotniona. WYKLUCZONA. Miało być tak super, a one się zamknęły, we własnym gronie. Totalnie ignorują mnie... Dla nich mogłabym nie istnieć. Odruchowo sięgam do nadgarstka...
- Sky do cholery! - usłyszałam głośne PLASK, a mój policzek zapłonął.
- Auu - jęknęłam, wciąż jednak oszołomiona tym co się właśnie stało.
- Co to kurwa było? Miałam wrażenie, że zaczniesz nam tu umierać po raz drugi.
- Nie wiem... Chyba wspomnienie. - otworzyłam oczy i spostrzegłam, wpatrujące się we mnie, zmartwione oczy całej czwórki.
- Wspomnienie? Tak mocno? - Twarz Juliet przestała się wykrzywiać w grymasie złości. Pomogła mi wstać.
- Nie-e wiem pierwszy raz coś takiego miałam. - potarłam policzek.
- Ma to samo co ja, hmm ale ja nie miałem, aż takich napadów... - zamyślił się Andy.
- Jak się teraz czujesz? - zapytał Jake.
- Lepiej. - spojrzałam na nadgarstek jednak nic nie dostrzegłam. Uff nie przeszło TO razem ze mną.
- Dobra chodźmy już do tego baru. - powiedział Jinxx dziwnie na mnie patrząc.
Fallen Angel
wtorek, 26 lipca 2016
niedziela, 31 maja 2015
I. Wild ones
- Gdzie? - zapytałam ale dziewczyna już wyszła
- Wild Ones to takie... Miasto, gdzie mieszkają ci co są za dobrzy na piekło, a za źli na niebo... Tak w skrócie. - powiedział Jake
- Dobra wstawaj bo Juliet jak nikt pilnuje czasu. Trzymaj. - Jinxx wcisnął mi do ręki medalion
- Wild Ones to takie... Miasto, gdzie mieszkają ci co są za dobrzy na piekło, a za źli na niebo... Tak w skrócie. - powiedział Jake
- Dobra wstawaj bo Juliet jak nikt pilnuje czasu. Trzymaj. - Jinxx wcisnął mi do ręki medalion
Popatrzyłam na niego zdezorientowana.
- Uwierz mi przyda ci się. - odparł chłopak
- Dzięki temu unikniesz niektórych nieprzyjemnych... incydentów. - dodał Jake i ponownie usłyszeliśmy trzask drzwi
- To co gotowa? - zapytała blondynka
- To nie były 3 minuty. - mruknął jeden z chłopaków i został obdarzony zabójczym spojrzeniem Juju.
Ubrałam medalion przy okazji ogarniając się wzrokiem. Już nie wyglądałam jak kiedyś. Białe trampki były tak ubrudzone, że nie było widać dawnego koloru. Spodnie tak samo. Bluzka natomiast zmieniła kolor na szary i była poszarpana i przecięta w paru miejscach.
- Dajcie jej coś na wierzch. - zakomenderowała dziewczyna. Po chwili w ręku trzymałam czarną kurtkę. Ubrałam ją i wyszłam z pomieszczenia.
Na zewnątrz nie było wcale zimno chociaż wiał delikatny wiatr. Przed nami było jakieś miasto.
- No więc witaj w Wild Ones w mieście grzechu, przepychu, buntu, nikłej dobroci itp itd. Miasto dzieli się na ... w sumie cztery części. Pierwsza część to ta normalna, gdzie ludzie się spotykają, druga i trzecia to buntownicza część. W jednej z nich są ci co chcą trafić do góry, a w drugiej zwolennicy F.E.A.R. Chyba wiesz kto to? - Juliet przerwała swój wywód i spojrzała na mnie.
- Nie... - odpowiedziałam
- Ech jak ja nienawidzę tych z góry. Zero pojęcia o świecie. - westchnęła - Więc F.E.A.R. to demony, które kochają wojny, zabijają dla przyjemności, gwałcą kobiety, które porywają w trakcie zamieszek. Uważają się za panów wszystkiego i właśnie dlatego tak wiele osób chce tam dołączyć ale nie wiedzą, że to tylko mydlenie oczu... Łapiesz? No to tak. A czwarta część to teren mieszkalny... To tak ogólnie. Ty jesteś upadłym aniołem dlatego twoje skrzydła są czarne i skóra bardziej blada niż ta, którą zapewne miałaś tam. - wskazała do góry - Jakieś pytania?
- Dlaczego nie masz skrzydeł i tamci też nie? - dopiero teraz jak Juliet zaczęła mówić o skrzydłach skapnęłam się, że sama ich nie posiada.
- Ponieważ nie wszyscy tutaj są upadłymi aniołami. Ja i chłopaki byliśmy tu od momentu śmierci. A i zaraz poznasz Christiana. - powiedziała dziewczyna kiedy dochodziliśmy do miasta,
Kiedy przekroczyliśmy próg miasta od razu rzuciły mi się w oczy kolory włosów tubylców.
- Czemu oni są tacyyy kolorowi? - zapytałam. Naprawdę niektórzy mieli pomarańczowe, czerwone, zielone i jedynym "normalnym" kolorem był głęboki czarny.
- Taka moda, chcemy się wyróżniać. - dziewczyna wzruszyła ramionami.
- Juju! - wykrzyczał męski głos
- Cześć Coma!
- A to kto? - zapytał wysoki chłopak stając na przeciwko nas.
- Ech to... - Juliet spojrzała na mnie. No tak skąd mogła wiedzieć.
- Sky. - powiedziałam i uśmiechnęłam się.
- Christian. Co robimy?
- Oprowadzamy nowego aniołka i idziemy do Ashley'a i Andy'ego.
- Aaaa no to chodźmy. Sky tak?
- Tak. Coma?
- Ksywka. - powiedział i mrugnął.
Szliśmy przez jakieś 10 minut. Mijaliśmy bary i inne sklepy, pomieszczenia... Idąc za rozmawiającymi ze sobą Juliet i Comą widziałam wielu ludzi. Niektórzy byli na skraju nędzy, inni obwieszeni biżuterią. Najbardziej wystraszyłam się facetów którzy patrzyli na mnie... lubieżnie. Nie wiem co im chodziło po głowie ale na pewno nic przyjemnego... nic przyjemnego dla mnie. Moja ręka powędrowała do medalionu, dodawał mi on otuchy.
- I jesteśmy. ANDYYYY! - krzyknął Christian
- ASHLEEEYYY! - wydarła się Juju
- Zamknijcie się już schodzimy. - usłyszałam przyjemnie brzmiący głos. Po paru minutach do naszych uszu doszedł dźwięk jakby ktoś spadł ze schodów.
- Ashley? - zapytał otwierając drzwi Coma. Jakiś chłopak zatoczył się i wpadł w objęcia Christianowi.
- Yyy Sky oto Ashley. - powiedziała Juliet.
- Hej złapaliście go? - odezwał się, zbiegając ze schodów ... Andy?
- Taaak choć tu i pomóż mi go nieść. Znowu się schlał? - odpowiedział trzymający Ashleya
- O, a to kto?
No to tak z rozpędu pierwszy rozdział. Jeśli wam się spodobało - komentujcie!!!
Jeśli są jakieś błędy - komentujcie!!! Jeśli coś chaotycznie napisałam i nie rozumiecie - komentujcie!!!
Do następnego - 2 komentarze
sobota, 30 maja 2015
Prolog
Spadam...
Nawet nie wiem od jak dawna...
Już dawno przestałam liczyć...
Nie spodziewałam się tego... W sumie to niczego się nie spodziewałam... Przez całe życie nie wiedziałam co mnie czeka... Ani tego, że zrobię krok w nicość, ani tego, że mnie popchnie.. A teraz spadam.. Ale na szczęście teraz nie jestem sama... Patrzę w bok. Mężczyzna obok jest równie zdezorientowany jak ja. Patrzymy na siebie i widzimy jak biel powoli przemienia się w czerń. Jak robimy się bledsi... Złapaliśmy się za ręce... Tak jest raźniej. Dla nas... Dla tych co niebo właśnie przestało istnieć.. Mówili przez całe życie, że Bóg jest sprawiedliwy, że Bóg jest dobry, że jest litościwy... Jest. Ale tylko dla tych co nie chcą od życia czegoś więcej. My się niestety nie podporządkowaliśmy...
Nie wiem ile jeszcze będziemy spadać... Ale nie widzę nic poza ciemnością. Tak ma być? Już zawsze będziemy tak spadać? Poczułam lekkie szarpnięcie dłoni. To ten facet. Popatrzyłam na niego, a on zerknął na dół... Zerknęłam i ja... Coś się ruszało, a może to halucynacje. Nie wiem co jest prawdą, a co wytworem mojej wyobraźni. Puścił mnie. Spadałam teraz sama.
Upadek nie bolał tak jak myślałam. Nie chciało mi się wstawać ale ktoś uparcie mną potrząsał. CZEGO! Wołał mój umysł, lecz usta milczały... Wreszcie ten Ktoś dał sobie spokój, a raczej tak mi się zdawało póki nie oderwałam się od ziemi. Nienormalny koleś, tak to musiał być mężczyzna sądząc po wielkości rąk. Choć to mogło mi się tylko zdawać... Ledwo odbierałam informacje z otoczenia... Przytłumiony hałas. Ktoś coś wrzeszczy. CHOLERA ZAMKNĄĆ SIĘ JA CHCE SPAĆ! Kurwa spokoju nie dadzą. Chyba już nie jestem niesiona. Chyba... Jakaś rozmowa jest prowadzona nade mną, czy nie można ciszej gadać? Mam wrażenie, że zaraz czaszka mi eksploduje...ej? Moja głowa chyba zmieniła położenie i coś na niej jest... Coś zimnego... Chyba nie zasnę...
Powoli zaczynam słyszeć, nie wiem ile czasu minęło ale trzeźwieję...
-Czy....Ale....Długo...Da...No...
-...Wiesz....Tam....Jak....Dobrze....
- Aha...
Potem musieli przestać rozmawiać bo nic nie słyszałam...
- Halo? Obudź się proszę... - usłyszałam wyraźnie przy swoim uchu męski baryton.
W sumie to chciałabym zobaczyć gdzie jestem... Na pewno nie w piekle, bo tam takich warunków by nie było. Chciałam ale nie mogłam.
- Daj jej czas. - sukces, usłyszałam drugi głos
- Ale tak długo? - znowu ten baryton
- Bywało dłużej. Daj jej spokój. - odezwał się ponownie poważny głos
- Dobrze. - I spod mojej głowy zniknęły kolana szybko zastąpione poduszką.
Usłyszałam kroki. NIE! Nie chcę aby zostawiali mnie tu samą.. Nie!!!
-...nie... - usłyszałam swój głos
- Jinxx!
- Co?
- Chyba odzyskała przytomność!
- ...gdzie jestem..? - Ale mnie boli głowa! Jak tu cholernie jasno! Nic nie widzę... Bosko...
- Hej słyszysz nas? - odezwał się ... Jinxx?
- ...taak.
- Jak się nazywasz? - zapytał baryton
- Sky... - odpowiedziałam
- Hej Sky ja jestem Jinxx, a to Jake... - i w tym momencie usłyszałam głośne trzaśnięcie drzwiami.
- O, a to jest Juliet - powiedział zaskoczony Jake
- Obudziłaś się? W końcu. - powiedziała dziewczyna niemiłym głosem. - A teraz wstawiaj.
- Ale Juju daj jej chwilę. - odparł Jinxx
- Ech wracam za 3 minuty. Ma być już... bardziej przytomna. - Juju wyjęła coś z... lodówki?
Przez całą ich rozmowę mrugałam intensywnie poskutkowało to tym, że wreszcie mogłam zobaczyć ową Juliet i chłopaków. Oraz pomieszczenie, w którym się znajdowałam.
- A gdzie ja w ogóle jestem? - ponowiłam zadane na początku pytanie.
- Witaj w siedzibie Wild Ones - odpowiedziała uśmiechając się szaleńczo dziewczyna
Cześć! Przybywam do Was z nowym blogiem.
Zainspirowałam się piosenką Fallen Angles bvb
Z góry przepraszam gorliwie wierzących jeśli ich uraziłam tym co napisałam o Bogu.
Kolejny rozdział = 1 komentarz :3
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
